z marszu
z marszu niejako, zdążyłem tylko zanieść torbę do Maćka, trafiłem do Psa, a tam przy barze siedział Kiwi. na mój widok mówi: Benio, tak długo cię nie było :> pijesz karniaki, no i poleciały kolejki tequili. nie trzeba było ich dużo bym sobie przypomniał jak się pije… w ten sposób spędziłem popołudnie, w międzyczasie rozmawiając, na ile to było możliwe, ze znajomymi :> potem pojawiła się opcja zupy ogórkowej u inżyniera Kozicy, a że za ogórkową byłem niesamowicie stęskniony przyjąłem propozycję i ruszyliśmy: ja, Maciek, Kiwi i Tomek bo Oleś odmówił. zaczęło właśnie padać. nie chciałem zmoknąć, już zastanawiałem się nad powrotem do knajpy, wchodził właśnie doktor Sikora, lecz przekonał mnie Kiwi i stanęło na tym, że po koniecznych zakupach w Delikatesach na Rynku, wzięliśmy dorożkę-karetę. pierwszy raz jechałem karetą w Krakowie, więc było mi miło zwłaszcza że inżynier mieszka na ulicy Sarego, dokładnie w kamienicy i klatce gdzie mieści się Czarny Lotos znany krakowski burdel. ten kontekst nie jest bez znaczenia :> wyglądało jakbyśmy… niewiele trzeba by sobie domyśleć :>
u inżyniera nawaliłem się kompletnie tak że dostałem czkawki, więc o niezupełnie późnej porze poszedłem z powrotem do Psa, bo gdzie jak nie w Psie występować w takim stanie :>
w Psie znalazłem się w tak dobrej formie, że bez problemu zaciągnąłem w barze dwustuzłotową kreskę… obsługiwała Justyna. było miło. stawiałem, gadałem, pewnie też bredziłem, no i tańczyłem. tańczyłem z dziewczynami, wypierdoliłem się przy tym nawet nadłamując sobie ząb, a potem kiedy już szedłem do domu pomyliłem drogę i ruszyłem w stronę Kleparza i mojej ex-stróżowki! a przecież ja już tam nie mieszkam, zatrzymałem się przecież u Maćka.
nogi mnie bolały od drałowania zygzakiem na Kazimierz, kiedy pod Wawelem usłyszałem wołanie. to Kiwi wracał do domu taksówką i mnie przyuważył. Kiwi mieszka zaraz pod Maćkiem, miałem po drodze, tyle że zamiast pójść do domu spać, przyjąłem zaproszenie Kiwiego i w ten sposób znalazłem się nad ranem przed komputerem strzelając do jakiś niemców czy amerykanów. była jatka. wirtualna bitwa na żywo w internecie. Kiwi nie powiedział mi najważniejszego… że ma tam kumpla z którym często robi wspólne wypady. zabiłem mu go niechcący, po prostu ten komandos był jedyną postacią, która do mnie nie strzelała…
zabiłeś mi Benio kumpla, powiedział Kiwi, i to był ostatni moment z tych co pamiętam.
obudziłem się w łóżku. u Maćka. przedpołudniem. z kacem. bez szalika i aparatu…
jeżeli go nie ma u Kiwiego? zawahałem się wychodząc z Maćkiem na spacer. zapukaj i sprawdź – powiedział. zrobiłem jak mówił, aparat się znalazł i szalik też, a poza tym nastąpiła kontynuacja. Kiwi poszedł z nami, na Kazimierz, do Mechanoffa, gdzie postawił nam pierwszy „podnośnik” – to jest drink, który miał nam poprawić nastrój …a nastrój tego drugiego dnia w Krakowie mam dobry, chociaż trochę zanadto zmęczony.
słońce. plac Nowy. pijemy właśnie następną kolejkę podnośników.
wkrótce pójdziemy do domu, Kiwi będzie gotował obiad, Jowita zrobiła zupę ogórkową, nareszcie :> bo ta wczoraj u Kozicy nie wypaliła. będzie Zbyszek Oleś i Adam Rzepecki.
plan początkowy został wykonany w 200%. wylądowałem w Karakowie jak należy…
